Minął miesiąc od czasu mojego wyjścia ze szpitala. Niestety do służby jeszcze nie wróciłam, a brakuje mi tego bardzo. Zostały jeszcze dwa tygodnie siedzenia w domu. Dziś jest jednak wyjątkowy dzień. W pałacu odbywa się bal. Nie jakiś zwykły bal, ale na prawdę wyjątkowy, kiedy to ludzie dampiry i wampiry wspólnie się bawią. Oczywiście nie jacyś przypadkowi ludzie z ulicy, ale sama elita ludzi, pracujących dla Królowej. Jako, że ja jestem jeszcze na zwolnieniu, a Dymitr ze względu na mnie wziął urlop, to nie możemy pojawić się jako para strażników. Będziemy jako goście. Czuje się na prawdę zaszczycona, że mogę wziąć udział w tym przyjęciu jako gość, a nie strażniczka.
Spojrzałam na zegarek. Kurcze... Już druga, co prawda przyjęcie zaczyna się dopiero o siódmej, ale muszę ugotować obiad dla Dymitra i odebrać garnitur Dymitra z pralni i swoją sukienkę. Wzięłam laptopa na kolana i szybko otworzyłam sklep internetowy szukając produktów na obiad. Hmm... Co by dzisiaj zrobić na szybko? Ahh... Niech będzie. Pierś z kurczaka w panierce z płatków śniadaniowych. Uwielbiam takie proste dania i Dymitr też. Klik! I wszystko zamówione. Za około godzinę przyjedzie kurier z zakupami. Idealny czas, abym wyskoczyła do pralni. Szybko chwyciłam torebkę, portfel i kluczyki. Po dwóch minutach siedziałam już w aucie. Nie ma czasu do stracenia. Chce żeby wszystko było dzisiaj idealnie.
Po dwudziestu minutach byłam już w pralni.
-Dzień dobry- powiedziałam wchodząc.
-Dzień dobry! W czym mogę pomóc?- odpowiedziała ekspedientka.
-Chciałabym odebrać garnitur i sukienkę.
-Dobrze. Na jakie nazwisko były zostawione rzeczy?
-Hathaway.
-Aaa... Tak tak. Już pamiętam. Zaraz wracam z pani ubraniami.
Po chwili zobaczyłam jak kobieta niesie garnitur i sukienkę w pokrowcach. Podała mi rzeczy i życzyła miłego dnia. Delikatnie położyłam ubrania na tylnym siedzeniu i sama szybko wsiadłam na miejsce kierowcy. Spojrzałam na zegarek. Kurde.. Już za dwadzieścia minut ma być kurier.
Po drodze złamałam kilka, może kilkanaście przepisów, ale bardzo się śpieszyłam. Samochód w garażu. Przekręciłam klucz w zamku i odniosłam ubrania do sypialni. Wracając do kuchni usłyszałam dzwonek w drzwiach. Tak! To był kurier.
Ja tiebia lubliu Roza Ja tiebia lubliu Dymitr
piątek, 9 czerwca 2017
czwartek, 16 lutego 2017
ROZDZIAŁ 36
-Ddd...yyymitr...
-Rose, skarbie tak jestem tutaj. Poczekaj zawołam lekarza.
Dymitr wybiegł na korytarz.
-Doktorze, doktorze, strażniczka Hathaway się obudziła. Panie doktorze!
Dymitr wrócił do sali i usiadł na krześle obok mojego łóżka.
-Wiesz, Roza, tak bardzo się bałem, że Cię stracę, że już nigdy nie usłyszę twojego pięknego głosu, że już nigdy nie porozmawiam z Tobą. Roza jesteś dla mnie wszystkim.
Po chwili do sali wszedł lekarz z dziwną miną jakby nie dokońca dowierzając Dymitrowi, że ja żyje.
-Ooo... No cóż, widzę, że strażniczka się wreszcie wybudziła. To prawdziwy cud.
Zaczął odczytywać wszystkie parametry z tych dziwnych pikających monitorów. Następnie podszedł do mnie delikatnie położył rękę na moim czole później zaczął badać mi brzuch.
-No dobrze, skoro strażniczki stan się poprawił to jeśli przez następne półtorej doby nie pogorszy się to odłączymy od strażniczki te wszystkie kable.
Już zaczynałam lubić tego lekarza. Strasznie przeszkadzały mi te kable. Nie mogłam swobodnie podnieść ręki bo zatrzymywały mnie kable. I jeszcze te wszystkie dziwne pikania wydobywające się z tych maszyn. Ugh... Okropność.
-Jeśli coś by się działo, proszę natychmiast mnie wołać. Jakiekolwiek niepokojące bóle fale zimna, gorąca, nagła, chwilowa utrata wzroku, lub utrata ostrości widzenia. Wszystko proszę mi natychmiast zgłaszać- mówił lekarz.
-Dobrze doktorze. Ja przypilnuję strażniczkę- odparł Dymitr.
Lekarz wyszedł i zostawił nas samych w sali. Wiedziałam, że Dymitr przez cały czas czuwał przy mym łóżku. Widać było jak bardzo jest zmęczony i niewyspany.
-Dymitr, idź do domu. Połóż się spać. Odpocznij.
-Nie. Nie mogę Cię zostawić tutaj samej.
-Ale ja dam sobie radę, a ty ledwo siedzisz ze zmęczenia.
-Nic mi nie będzie. Wole posiedzieć z Tobą tutaj. Życie jest tak krótkie. Chce jak najlepiej wykorzystać dany nam czas.
-Rose, skarbie tak jestem tutaj. Poczekaj zawołam lekarza.
Dymitr wybiegł na korytarz.
-Doktorze, doktorze, strażniczka Hathaway się obudziła. Panie doktorze!
Dymitr wrócił do sali i usiadł na krześle obok mojego łóżka.
-Wiesz, Roza, tak bardzo się bałem, że Cię stracę, że już nigdy nie usłyszę twojego pięknego głosu, że już nigdy nie porozmawiam z Tobą. Roza jesteś dla mnie wszystkim.
Po chwili do sali wszedł lekarz z dziwną miną jakby nie dokońca dowierzając Dymitrowi, że ja żyje.
-Ooo... No cóż, widzę, że strażniczka się wreszcie wybudziła. To prawdziwy cud.
Zaczął odczytywać wszystkie parametry z tych dziwnych pikających monitorów. Następnie podszedł do mnie delikatnie położył rękę na moim czole później zaczął badać mi brzuch.
-No dobrze, skoro strażniczki stan się poprawił to jeśli przez następne półtorej doby nie pogorszy się to odłączymy od strażniczki te wszystkie kable.
Już zaczynałam lubić tego lekarza. Strasznie przeszkadzały mi te kable. Nie mogłam swobodnie podnieść ręki bo zatrzymywały mnie kable. I jeszcze te wszystkie dziwne pikania wydobywające się z tych maszyn. Ugh... Okropność.
-Jeśli coś by się działo, proszę natychmiast mnie wołać. Jakiekolwiek niepokojące bóle fale zimna, gorąca, nagła, chwilowa utrata wzroku, lub utrata ostrości widzenia. Wszystko proszę mi natychmiast zgłaszać- mówił lekarz.
-Dobrze doktorze. Ja przypilnuję strażniczkę- odparł Dymitr.
Lekarz wyszedł i zostawił nas samych w sali. Wiedziałam, że Dymitr przez cały czas czuwał przy mym łóżku. Widać było jak bardzo jest zmęczony i niewyspany.
-Dymitr, idź do domu. Połóż się spać. Odpocznij.
-Nie. Nie mogę Cię zostawić tutaj samej.
-Ale ja dam sobie radę, a ty ledwo siedzisz ze zmęczenia.
-Nic mi nie będzie. Wole posiedzieć z Tobą tutaj. Życie jest tak krótkie. Chce jak najlepiej wykorzystać dany nam czas.
środa, 18 stycznia 2017
Ważne informacje
Otóż, tak chce Wam powiedzieć dlaczego przestały pojawiać się jakiekolwiek posty. Długo się do tego zbierałam i nie byłam w stanie nikomu o tym powiedzieć, wiedzieli tylko moi najbliżsi. Otóż pod koniec pazdziernika dowiedziałam się, że mój chłopak ma raka. Ale przecież pojawiły się jeszcze rozdziały w listopadzie, tak pojawiły się bo było z nim bardzo dobrze. W połowie listopada okazało się, że bez operacji on nie przeżyje. I tak o to przestałam pisać cokolwiek bo każdą wolną chwilę jeśli mogłam to jechałam do niego (nie mieszkamy w tym samym mieście), a jak nie mogłam to rozmawiałam z nim przez telefon, przez internet... Aktualnie udało się jest po operacji, niestety nadal przebywa w szpitalu, mam nadzieje, że wróci jak najszybciej. Przez ten czas nie byłam w stanie napisać nic. Nie chciałam przelewać jakby mojej złości tutaj... Z racji tego, że jest już dobrze, zacznę od następnego tygodnia pisać posty, ale nie będę ich chwilowo publikować, abym w razie czego miała zapas co Wam wstawiać. Potrzebuje jeszcze trochę czasu na ''powrót do normalnego życia''. Sądzę, że prawdopodobnie od około połowy lutego tutaj wrócę wstawiając już posty. 13 lutego zaczynam ferie, więc idealnie się składa. Przepraszam bardzo, że zostawiłam Was na tak długi czas bez jakiejkolwiek informacji. Do zobaczenia ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)